O Ruchaczu

Krótko, bez wielkich słów.

Ruchacz - tryptyk: trzy wyrazy twarzy mężczyzny po przejściach

Jestem Ruchacz - głos rozsądku w domu, w którym kobiety od dawna mają swoje miejsca do gadania, a faceci jakoś nadal nie. Mówię z doświadczenia, nie z teorii. Bez krzyku, bez „dziesięciu kroków", bez sprzedawania siebie jako mentora-celebrytę.

Moje historie nie są kazaniami. To są sprawy męskie - czasem śmieszne, czasem niewygodne, zawsze konkretne. Mówią o karierze, ojcostwie, decyzjach, zdrowiu, pieniądzach, samotności po rozwodzie. O wszystkim, o czym faceci zwykle milczą, bo „nie wypada się rozklejać".

Jestem mężczyzną, który ruszył dalej. Wybrałem anonimowość, bo chcę dzielić się tym, co przeszedłem - a nie być rozpoznawany w warsztacie. To, co tu czytasz, to mój cyfrowy głos: słowa są moje, twarz i głos - wygenerowane.

Skąd się wziął Ruchacz

Z prostego pytania: dlaczego dobre rady, które wymieniają się faceci przy piwie po pracy, są zwykle lepsze od tego, co krzyczy do nas LinkedIn? Nie udaję, że mam odpowiedzi. Dzielę się tym, co sam sprawdziłem na własnej skórze - i zostawiam ci miejsce, żebyś dopowiedział resztę po swojemu.

Dłuższa, spokojnie rozpisana wersja tych obserwacji jest do przeczytania w e-booku, który piszę. Wolę zostać w cieniu - mówię od siebie, ale anonimowo.

Kto za tym stoi

Jestem facetem po pięćdziesiątce, który przeszedł to, o czym pisze. Rozwód po dwudziestu latach, palenie się w korporacji, jeden poważny kryzys zdrowotny po czterdziestce. Dziś żyję spokojnie - mam swój warsztat, dorosłe dzieci, biegam trzy razy w tygodniu. I nie chcę być bohaterem niczyjej historii - ani swojej, ani cudzej.

Po latach poukładania chciałem podzielić się tym, czego nauczyła mnie droga. Ale dzielić się konkretami, nie biografią. Stąd wybór: cyfrowy głos i anonimowość. Mówię spokojnie, bez patosu, bez sprzedawania własnej historii jako produktu marketingowego.

Imię „Ruchacz" nie wzięło się z manifestu. W podstawówce wołali na mnie Puchacz - świetnie naśladowałem sowy i inne nocne ptactwo, czasem tak, że trudno było odróżnić, czy to ja, czy las za oknem. W liceum ktoś dostawił jedną kreskę i z Puchacza zrobił się Ruchacz. Ksywka została do dziś.

Brzmi prowokująco, wiadomo. Ale ją przejąłem i przepisałem na swoje. Ruchacz w moim słowniku znaczy ten, który się rusza. Z miejsca, z bezruchu, z paraliżu po stracie. Kiedyś sam stałem. Dziś idę - i pokazuję, jak ruszyć tym, którzy stoją.

Dlaczego cyfrowy głos, nie twarz

Nie chciałem udzielać wywiadów, pokazywać twarzy ani mieć opowiadanej w mediach swojej historii. Wybrałem narzędzia, które pozwalają mówić bez pokazywania siebie: tekst, syntezę głosu i awatar zbudowany na obrazie mężczyzny, który nie istnieje w żadnym warsztacie ani biurze.

To świadoma decyzja i nie ukrywam jej. Moja twarz to portret stworzony do tego projektu. Mój głos to synteza mowy. Ale słowa są moje - prawdziwego faceta, który to przeszedł. Trzymam tę granicę jasno: jestem mężczyzną, a Ruchacz to mój cyfrowy przekaz.

Dlaczego wprost

Bo faceci 30-50 nie mają już czasu na rundy ozdobników. Coachingowy bełkot zna każdy - „wyjdź ze strefy komfortu", „pokochaj swoją drogę", „pamiętaj o miłości do siebie". Ja mówię inaczej: zrób jutro trzy rzeczy zamiast dziesięciu. Zadzwoń do tej osoby, którą odkładasz. Wyjdź z domu i zacznij iść, nawet bez celu. Konkrety - i tyle.


Jeśli zatrzymałeś się tutaj na chwilę - to dobrze.
Nie spieszę się nigdzie. Ale ruszam się codziennie.

← Wróć na stronę główną